Muł/namuł (ryzyko powodziowe - w opisach szkód i kosztorysach)
Muł i namuł w ubezpieczeniach nie są pojęciami
spektakularnymi na etapie sprzedaży polisy, ale po powodzi bardzo szybko stają
się jednymi z najważniejszych słów w całej likwidacji szkody. Nie chodzi tu
wyłącznie o brud czy nieporządek po cofnięciu się wody. W praktyce szkody
powodziowej muł lub namuł oznacza osad pozostawiony przez wodę, często
zmieszany z ziemią, piaskiem, materią organiczną i zanieczyszczeniami. To
właśnie ten osad powoduje, że szkoda po powodzi nie kończy się na samym
zalaniu. Po zejściu wody zostaje warstwa materiału, którą trzeba usunąć, a
następnie odkażać, osuszać i przywracać pomieszczenia do używania. Prawo wodne
definiuje samą powódź jako czasowe pokrycie przez wodę terenu, który w
normalnych warunkach nie jest pokryty wodą. Natomiast muł i namuł nie mają
odrębnej, ogólnej definicji ustawowej w prawie ubezpieczeniowym. W praktyce
działają więc jako opis skutku szkody powodziowej i jako pozycja kosztorysowa
przy usuwaniu następstw zdarzenia.
To rozróżnienie jest ważne, bo z punktu widzenia
ubezpieczeń muł nie jest zwykle osobnym ryzykiem obok powodzi, lecz jednym z
typowych materialnych następstw powodzi. Jeżeli polisa obejmuje powódź, to spór
nie toczy się zazwyczaj o to, czy muł „jest osobnym zdarzeniem”, ale raczej o
to, czy koszty jego usunięcia mieszczą się w granicach normalnych i koniecznych
kosztów naprawienia szkody. W orzecznictwie sądowym widać to bardzo wyraźnie:
po powodzi za konieczne do przywrócenia pomieszczeń do użytkowania uznawano
między innymi wypompowanie wody, przeprowadzenie odkażania i dezynfekcji,
usunięcie szlamu i namułu, odgrzybianie oraz osuszanie zawilgoconych elementów.
To dobrze pokazuje, że w praktyce szkoda powodziowa obejmuje nie tylko sam
moment zalania, ale także usunięcie ciężkich, trwałych pozostałości po wodzie.
Geneza znaczenia tego pojęcia dla rynku
ubezpieczeń jest czysto praktyczna. Kiedy szkody powodziowe zaczęto analizować
nie tylko jako zalanie, ale jako cały proces zniszczenia i przywracania mienia
do używania, okazało się, że ogromna część kosztów nie wynika z samej obecności
wody, lecz z tego, co woda po sobie zostawia. Osad nanoszony przez wodę
uszkadza posadzki, tynki, izolacje, instalacje, elementy drewniane i
wyposażenie. Bywa też nośnikiem zanieczyszczeń biologicznych i chemicznych.
Rynek ubezpieczeń musiał więc nauczyć się traktować muł i namuł nie jako
drobnego ubocznego efektu, ale jako realny składnik szkody, który wpływa na
rozmiar odszkodowania, zakres prac naprawczych i czas przywrócenia budynku do
normalnego funkcjonowania. KNF, wydając wytyczne dotyczące zarządzania ryzykiem
powodzi, podkreśla wagę modelowania i monitorowania tego ryzyka oraz planowania
działań na wypadek zdarzenia powodziowego, co pośrednio pokazuje, że szkoda
powodziowa jest zdarzeniem złożonym, a nie jedynie prostym „zalaniem”.
Dla laika najprościej można to ująć tak: woda po
powodzi robi szkody na dwa sposoby. Pierwszy jest oczywisty, bo coś zostaje
zalane. Drugi bywa bardziej kosztowny, bo po cofnięciu się wody zostaje warstwa
osadu, której nie da się po prostu „zmyć”. Trzeba ją usunąć mechanicznie,
wywieźć, oczyścić powierzchnie, odkazić pomieszczenia, osuszyć przegrody i
często skuć lub wymienić elementy, które nasiąkły i nie nadają się już do
bezpiecznego używania. Właśnie dlatego opis szkody po powodzi bardzo często
zawiera pozycje dotyczące mułu, namułu, szlamu, dezynfekcji, osuszania i
odgrzybiania. To nie są kosmetyczne dodatki do remontu, ale elementy konieczne,
aby budynek znów nadawał się do zamieszkania albo użytkowania.
Podstawą prawną roszczenia wobec ubezpieczyciela
pozostaje tu umowa ubezpieczenia oraz ogólne zasady prawa cywilnego.
Ubezpieczyciel odpowiada za skutki zdarzenia objętego ochroną, a po stronie
ubezpieczonego istnieje obowiązek ratowania mienia i ograniczania rozmiaru
szkody. Rzecznik Finansowy przypomina, że uzasadnione i udokumentowane koszty
działań prewencyjno-ratowniczych powinny być zwracane przez ubezpieczyciela, a
po powodziach i podtopieniach pierwsze realne czynności związane z szacowaniem
szkody często są możliwe dopiero po zakończeniu akcji ratunkowej i porządkowej.
To istotne także dla mułu i namułu, bo ich usuwanie bardzo często zaczyna się
właśnie jako działanie ratownicze i porządkowe, podejmowane po to, by nie
dopuścić do dalszego niszczenia budynku oraz rozwoju szkód wtórnych.
W praktyce likwidacyjnej muł i namuł pojawiają
się przede wszystkim w czterech miejscach. Po pierwsze, w opisie szkody, gdzie
rzeczoznawca albo sam poszkodowany wskazuje grubość osadu, zasięg jego
występowania i pomieszczenia, których dotyczy. Po drugie, w kosztorysie, gdzie
trzeba wycenić usunięcie osadu, wywóz zanieczyszczeń, dezynfekcję, osuszanie i
często także rozbiórkę uszkodzonych warstw wykończeniowych. Po trzecie, w
sporze o zakres szkody, bo ubezpieczyciel może próbować ograniczać odpowiedzialność
tylko do „samego zalania”, podczas gdy technicznie usunięcie mułu jest częścią
przywrócenia stanu sprzed szkody. Po czwarte, w sporze o czas i tryb zgłoszenia
szkody, ponieważ po katastrofie naturalnej najpierw wykonuje się czynności
porządkowe i zabezpieczające, a dopiero później pełną dokumentację. Rzecznik
Finansowy zwraca uwagę, że w takich sytuacjach sztywne podejście do terminu
zgłoszenia nie powinno automatycznie prowadzić do obniżenia odszkodowania.
Bardzo ważne jest także to, że muł i namuł bywają
elementem szkody wtórnej. Jeżeli nie zostaną szybko usunięte, mogą prowadzić do
dalszego zawilgocenia, rozwoju pleśni, odspajania tynków, pogorszenia stanu
posadzek i instalacji oraz utraty wartości użytkowej pomieszczeń. Z tego powodu
koszty ich usuwania nie powinny być traktowane jako fakultatywny „remont ponad
standard”, tylko jako element racjonalnego ograniczania szkody. W praktyce
szkód katastroficznych takie wydatki mieszczą się często w logice działań
ratowniczych, porządkowych i odtworzeniowych. Rzecznik Finansowy wskazuje
również, że w polisach assistance mogą pojawiać się świadczenia związane z
uprzątnięciem i wywozem pozostałości po szkodzie, choć oczywiście zależy to od
konkretnej treści umowy i limitów.
Z punktu widzenia klienta najważniejsze jest, aby
po powodzi nie redukować opisu szkody do jednego zdania typu „woda weszła do
piwnicy”. W sprawach, w których występuje muł lub namuł, warto opisać i
udokumentować jego zasięg, grubość, rodzaj zanieczyszczeń, konieczność ręcznego
lub mechanicznego usuwania, wywozu, dezynfekcji i późniejszego osuszania. To
właśnie te elementy bardzo często budują realny koszt przywrócenia
nieruchomości do stanu używalności. Bez takiej dokumentacji ubezpieczycielowi
łatwiej jest sprowadzić szkodę wyłącznie do „kontaktu z wodą”, a to zazwyczaj
zaniża rozmiar należnego odszkodowania.
Podsumowując, muł i namuł w ubezpieczeniach nie są samodzielnym ryzykiem, lecz typowym i bardzo istotnym skutkiem szkody powodziowej. Ich znaczenie polega na tym, że często decydują o rzeczywistym rozmiarze szkody i o zakresie prac koniecznych do przywrócenia budynku do używania. W praktyce kosztorysowej i likwidacyjnej trzeba je traktować nie jako detal techniczny, ale jako pełnoprawny element szkody powodziowej.
Komentarze
Prześlij komentarz